Masz gdzieś klientów – chcesz tylko zlecenie

Masz gdzieś klientów – chcesz tylko zlecenie.

(Uwaga – język w artykule, może momentami być dość mocny)

Jaka trasa? Stawka? Dorzuć 5 dych i jedziemy. Ok, przesyłam dane kierowcy.

I wpadło zlecenie. Dobra, kolejny dobry dzień. Tylko zaczęła się praca na giełdzie, kierunek przypasował, STAWKA nienajlepsza, ale i nienajgorsza. Najważniejsze się udało – MAM ZLECENIE.

Następnego dnia jest nowy dzień i nowe możliwości zdobycia kolejnego zlecenia! Zawsze się coś wyciągnie – czy to eksport czy jakaś drobnica na powrót. Dzień jak co dzień.

W końcu o to chodzi, żeby były zlecenia. Par licho kto, gdzie, ważne żeby było zlecenie – GDZIE SĄ MOJE ZLECENIA?

No bo skąd brać zlecenia jak nie z łapanki na giełdzie – jest tam ich koniec końców najwięcej. Różne kierunki, różne stawki, różni ludzie, mniej lub bardziej opłacalne relacje w danej chwili (a bo święta, a bo po świętach, a bo na pusto szkoda …).

Giełdy, które powinny służyć wsparciu optymalizacji transportu okazały się zostać kluczowymi miejscami prowadzenia biznesu dla wielu przewoźników i spedytorów. Żyjąc i opierając CAŁY BIZNES na wyskakujących okienkach.

Firmy mające od kilku po kilkadziesiąt aut opierają pozyskiwanie zleceń na nieregularnej pracy na zleceniach z giełd. Dorzućmy do tego jeszcze spedytorów, którzy biorą zlecenie z jednej giełdy przeklejają je na kolejną z nadzieją zarobku kilkudziesięciu euro i mamy komplet.  Tu obetnę, tam coś przytnę, nastukam w miesiącu, ile trzeba (o ile oczywiście akurat ktoś nas z czymś nie wystawi – jakiś lewy magazyn, lewe auto, lewy klient, brak płatności etc.).

Nie tylko praca na giełdzie omija aspekt pojęcia KLIENTA. O kliencie nikt nie mówi w firmie nawet gdy mamy stały i regularny biznes – płynące zlecenia z jednego źródła – źródła, o którym nie mamy zielonego pojęcia.

W sumie, po co mieć jakiekolwiek pojęcie o tym skąd przychodzą do nas do firmy zlecenia – jak mamy zlecenia? Przecież to logiczne. A po co jechać w ogóle do kogoś kto daje nam zlecenia, jak przecież je nam daje? To też logiczne.

Czy to giełda, czy to firma, czy to ktoś z okienka na transie – nie ma znaczenia – zlecenie to zlecenie. Przyjmuje i jedziemy. Wyślij mi coś na maila. A może na smsa. A może w ogóle wyślij mi komplet zleceń z listem i stronami warunków razem z karami – w końcu i tak podpiszę wszystko, bo co mi tam, powrót się liczy.

KLIENT – Twór magiczny.

  • Co wiesz o swoich klientach?
  • Co wiesz o firmach, które przydzielają Ci zlecenia?
  • Co wiesz o ludziach, którzy operują na co dzień tymi zleceniami?
  • Co wiesz o właścicielach tych firm i ich rzetelności?
  • Co wiesz o źródłach egzystencji Twojej firmy na rynku jak i opłacenia miesięcznych rachunków w gospodarstwie domowym?

NIC. Bo masz ich głęboko w nosie, chcesz tylko zlecenie i na nim zarobić.

Prawdę mówiąc – MASZ GDZIEŚ KLIENTÓW. Masz ich totalnie w dupie.

Nie obchodzi Ciebie nic poza stawką, zleceniem, tego, żeby robota wpadła do Ciebie i żebyś dzisiaj towar podjął i to najlepiej bez problemów żadnych, bo inaczej afera i trzeba się drzeć na wszystkich po kolei.

Bo inaczej … Wydziera ryja spedytor, wydziera ryja kierowca, wydziera ryja właściciel firmy, wydziera ryja każdy na każdego po kolei jak coś nie idzie zgodnie z planem. Znajome? Ach ta ilość wzajemnego szacunku do siebie nawzajem … Po co się znać nawzajem jak można się drzeć na siebie nawzajem i straszyć brakiem zapłaty za usługę?

Dziś większość ludzi liczy na prosty pieniądz. Taki bardzo prosty. Trasa? Na kiedy? Za ile? Jadę.

Zgłaszają się do mnie różne firmy z różnymi wyzwaniami – raz jest to podniesienie wyników handlowych, raz praca z zespołem nad ich umiejętnościami, raz trzeba rozwinąć wiedzę z danego obszaru, innym razem popracować nad strategią. A innym razem usłyszę od czasu do czasu coś w tym stylu „my byśmy chcieli zlecenia, co Pan może dla mnie zrobić?”, albo „jaką stawkę za kilometr moi spedytorzy załatwią na giełdzie, po Pana szkoleniu?”.

Tego typu pytania pokazują mi, że kwestie takie jak budowanie relacji z klientami, poznawanie ludzi, rozmowa i dialog z nimi, system informatyczny, proces sprzedaży, techniki i metody prowadzenia rozmów czy spotkań, plan (już pomijam zwrot strategia) – to są rzeczy, tylko dla tych osób i firm, które rozumieją istotę i rolę pracy z klientem.

Dla osób, które widzą coś więcej niż STAWKA, ZLECENIE, DZISIAJ, DAJ, DAJ, DAJ, ZA MAŁO – DAJ WIĘCEJ, DAJ. JA CHCĘ ZLECENIE! GDZIE SĄ MOJE ZLECENIA? Uff udało się, mam. Jadę.

Daj coś od siebie i poznaj swoich klientów.

  • Weź telefon i porozmawiaj z nimi – nie zginiesz.
  • Wsiądź w samochód i pojedź – minęło 30 lat od początku lat 90tych – dalej najlepszy biznes robi się z i między ludźmi.
  • KUP MERCI w Żabce i daj na spotkaniu – będziesz miło zapamiętany.
  • Uśmiechnij się i pożartuj – nikt nie lubi gburów, a jak Cię polubią to może zlecą Ci coś „spod lady”.
  • Zapytaj – co słychać, co u Ciebie – zainteresuj się żywo człowiekiem, każdy lubi pogadać.

Po prostu – zacznij interesować się bardziej, tym skąd dostajesz zlecenia. Nie idź na ilość masową – brać byle brać co dają, tylko skup się na szukaniu tego co chcesz znaleźć pracując z ludźmi. Po prostu. Wchodząc w bezpośredni dialog i rozmowę. Zobaczysz, że będzie to najlepsza inwestycja dla Ciebie i Twoich interesów w firmie.

Autor: Dawid Wardin

Pracuję z firmami branży TSL. Ułatwiam im rozwiązywanie problemów - biznesowych / sprzedażowych / strategicznych - poprzez współpracę z zespołem. Daję im wskazówki jak działać, oni działają i to działa. Dzięki temu łatwiej rozwijają się w branży.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *